Blog
Nickto
nickto
nickto Jestem pszczelarzem
1 obserwujący 51 notek 8365 odsłon
nickto, 28 kwietnia 2017 r.

Skrzywdzone pokolenie

767 1 1 A A A

Wszystkie wasze sprawy niech się dokonują w miłości! (1 Kor 16,14)


Raz po raz,

oskarżają nas:

naród, który nie dorósł,

przypadkowe społeczeństwo,

... 

Z piedestałów, niczym z gołębników, padają gorzkie słowa zatroskanych mentorów. Biada nam! Ogon peletonu cywilizacji ciągle umyka za zakrętem! Papugi i pawie lubiący stroić się w gołębie piórka ćwierkają nieustannie. W ćwierkaniu groza i groźba, nie jakieś tam czikcziryki i pimpile - ważni i wpływowi moderatorzy ptasiego radia nie maja głowy do ptasich żartów. Ciągle „nowych” powodów do załamywania szponów nad „głupim ludem” dostarczają „podróżnicy”. Wyjeżdżają na parę dni za granicę i wracają do tego kraju, jak baba z nową porcją cielęciny. W roli wizjonerów najlepiej czują się ci, którzy oglądają zagraniczny świat przez wypucowane szyby centrów konferencyjnych, jakże często wracają do „rodzinnego grajdołu” olśnieni rajskimi widokami  i całkowicie wyzbyci potrzeby ucałowania ojczystej ziemi.

Takie powroty zniesmaczonych, które kiedyś były regułą, nadal się zdarzają, szczególnie tym ważnym i mądrym. Skoro za granicą jest raj, to może my żyjemy w piekle? Może piekło to rzeczywiście inni, jak powiadał pewien ważny prorok pożytecznych idiotów? Nie inni Francuzi, Niemcy, Rosjanie, ale wyłącznie inni Polacy? Odpowiedź jest na wyciągnięcie ręki, leży gotowa, wystarczy ją podnieść. Trzeba tylko wejść pomiędzy zwykłych Francuzów, Niemców, Rosjan, w ich zwykłych codziennych sytuacjach. Wejść najlepiej niepostrzeżenie, jak swój, koniecznie z biegłą znajomością języka i niekoniecznie ze swoimi rodzimymi kompleksami. Te najlepiej zakopać przed wyjazdem w domowym ogródku pod jabłonią. Dobrze jest też kupić bilet powrotny z możliwością przyspieszenia terminu powrotu, życie jest wszędzie i wszędzie weryfikuje wszelkie teorie. Wszędzie też działa ludowa mądrość, która od zawsze głosi, że „tam jest dobrze gdzie nas nie ma”.

Nieważne jak boleśnie się przekonamy, że „wszędzie dobrze, ale najlepiej w domu”, to jednak musimy w tym naszym wspaniałym domu dostrzec wiele rzeczy, które nie leżą na swoim miejscu. W szczególności warto się zastanowić, czy rzeczywiście nie dźwigamy jakichś garbów, które utrudniają nam życie i czynią je niekomfortowym jakby „bez powodu”. Czy nie ma czegoś w nas samych, co w istocie do nas nie pasuje i co psuje, chociaż psuć nie powinno, czego można teoretycznie uniknąć i czego, być może, nie da się znaleźć w innych nacjach. W poszukiwaniu takich elementów specyficznie polskiego piekła, spróbujmy roboczo podzielić społeczeństwo na dwie grupy: na elitę i na szaraków, bez przypisywania tym terminom jakiegokolwiek znaczenia wartościującego. Przyjmijmy, że do elity należą ci którzy tego chcą: skoro ktoś widzi siebie w tej, według niego, lepszej części społeczeństwa, to pewnie ma ku temu jakieś powody. Spróbujmy w każdej z grup oddzielnie znaleźć jakiś specyficznie polski element tego łez padołu.

Elita skrzywdzona przez muchy

Pisząc o współczesnych elitach, trudno ustrzec się „przywołania do tablicy” jakiejś ważnej osoby. Tak będzie i tym razem, zachowajmy jednak zasadę aby się bardziej z przywar niż z osób natrząsać,  darujmy sobie nazwiska, aby towarzysz Google nie „natrząsał się” automatyczne. Generalnie i niejako wbrew zasadom pisania wypracowań, zaczynając niejako od wniosków, należy uczciwie powiedzieć, że w zestawieniu z galopującą degrengoladę elit zachodu, elit kształtowanych nieprzerwanie od wielu pokoleń, nasze elity, chociaż wielokrotnie metodycznie trzebione lub, jak to się dzieje obecnie, celowo deprawowane przez sąsiadów, zwłaszcza elity młodego pokolenia, mogą być jednak uznane za oazę nadziei na pustyni zatracenia. Mimo tego, że trudno w niej napotkać jakieś diamenty, który w zachodnim kretowisku występują jednak w ilościach nadających się do wydobycia. Nadzieja to coś co nadejdzie dopiero jutro, aby jej dziś nie płoszyć, należy dać jej szansę i nie przesadzać z krytycyzmem dla elitarnej miałkości, intelektualnej wtórności, chodzenia za przypadkowym juhasem, i innych wad, niewątpliwie mocno obciążających naszych koryfeuszy. W zestawieniu z postępowymi elitami zachodu, naszą sytuację możemy uznać niekiedy nawet za komfortową, niektóre zaś niedomagania można stosunkowo łatwo usunąć, przykładowo poprzez reformę ścieżki awansu akademickiego, prawniczego, lekarskiego, itd. Ale wracajmy do tych naszych swojskich baranów, miało być przecież natrząsanie się, a nie pianie peanów. Spróbujmy znaleźć jakieś przykłady, które pomogłyby nam w określeniu specyfiki górnych półek polskiego piekła.

Przypadek pierwszy to osoba X, niegdyś zaliczana do intelektualistów tzw. opozycyjnych, dziś już niezbyt aktywna na publicystycznej niwie. W internecie można znaleźć fragment jej książki, która jakoby ma być diagnozą polskiego Kościoła – nie wiadomo czy ta książka jest już wydana i jaki ma tytuł, tym bardziej nie wiadomo jaka jest jej ogólna wymowa. Jeżeli chodzi o opublikowany fragment, to można by go skwitować parafrazą starej piosenki Wojciecha Młynarskiego: „kiedyż ja wreszcie dostanę to na co naprawdę zasługuję?” Jakiż tam bogaty koncert niespełnionych życzeń! Nie tylko osobistych, ale także domniemanych i niespełnionych oczekiwań przyjaciół X. Można się ze współczucia popłakać nad tą wielką krzywdą wielkich ludzi: nikt ich nie lubi, tak wiele oczekiwali, a tak mało im dano. Przykładowo taki wątek: rodzina osoby X, w następstwie wojennych przesiedleń, znalazła się bez dachu nad głową. Inna, obca rodzina przygarnęła przesiedleńców pod swój dach, umożliwiając im nie tylko zamieszkanie, ale i wykonywanie działalności gospodarczej. Dlaczego zatem znalazła się na liście żalów, co prawda tylko mimochodem, zamiast na liście wdzięczności? Otóż dlatego, że udostępniła tylko jeden pokój, resztę mieszkania zatrzymując dla siebie, a ponadto określiła coś w rodzaju regulaminu korzystania ze swojej własności, który to regulamin zakazywał m.in. nadmiernego hałasowania. Gdyby nie ów regulamin, to kto wie, może dzisiaj, zamiast zachwycać się głębią myśli osoby X, moglibyśmy podziwiać wirtuozerię gry na niewymienionym instrumencie? Inny wymieniony przez X przykład krzywd dotyczy osoby śp. Jacka Kuronia, którego kiedyś spotkała podobno jakaś niepochlebna wypowiedź. Pretensja kierowana jest, ni mniej, ni więcej, tylko do całego Episkopatu, który się nie zebrał i nie potępił niecnej insynuacji, no bo przecież Jacek był taki święty, chociaż ateista. Aby wzmocnić zasługi Zmarłego, jego osoba została zestawiona, uczciwie inaczej, z błogosławionym ks. Michałem Sopoćko, Apostołem Miłosierdzia, który dziś jest na ołtarzach, ale za życia miał „pod górkę” nie tylko z Episkopatem, ale nawet i z Watykanem.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale Społeczeństwo